Słońce już się
Kubuś puchatek |Implanty Zębowe |katalog

„Słońce już się obsunęło po częstochowskim niebie w dół i teraz tylko czubek jego wystawał znad dachów domostw. Trochę plotkarski, wścibski czubek — oczko prowincjusza. Zauważywszy w jadalni jakieś drzwi, wychodzące prawdopodobnie na dwór, Leon Wachicki szamotał się z nimi przez parę chwil, potem znalazł zasuwkę u góry i rozwarł je na ścieżaj. Przystanął w progu, poruszył nozdrzami i wciągnął powietrze z wyrazem nagłej i trochę bezmyślnej rozkoszy na twarzy.
Sprawa polegała na tym, że drzwi prowadziły nie tyle na dwór, co na wielki balkon z drewnianą, białą farbą pomalowaną balustradą i okrągłymi słupkami dokoła. Za balustradą coś czerwieniło się, różowiało i pstrzyło. Ale najważniejsze było to, że zza niej płynęła mocna, słodkawa i jakby narkotyzująca woń. To był w polskim wydaniu i adaptacji „Uśmiech szczęścia".
Leon wiedział, że dom w Częstochowie posiadał ogród, nawet podobno wielki jak na miejskie stosunki, atoli nie przypuszczał, że wuj jego matki lub sama matka mogli zajmować się ogrodnictwem. Floriculturą. Za balustradą były rozbite klomby i kwietniki. Olbrzymi okrągły klomb w środku i podłużne, niekiedy zwinięte w pstre esy grządki po bokach. Z sikawką w rękach — gumowy wąż, z którego wznosiła się i opadała mała fontanna — wypiąwszy swój brzuch, kucharka właśnie je polewała, więc świeżość, wilgoć i wzmożone zapachy niczym kłęby perfum wlatywały, po prostu pchały się na balkon. Leon nie znał się na kwiatach, wszelakoż rozróżnił białe i amarantowe goździki, tworzące jakby patriotyczny wzór na tych barwnych dywanikach. Moc białych i liliowych lewkonii, płonące nasturcje, fioletowe i kremowe irysy, całe krzaki peonii błyszczących purpurą; róże wszelakich kolorów i odblasków, ogrodowe lilie pomarańczowe i pocętkowane lub też białe — zwane na wsi liliami św. Stanisława.“(3)



blog |precel |Bracia Koala