W izbie ciepło Gospodyni
żarówki samochodowe |catering warszawa |Bukmacher

„W izbie ciepło. Gospodyni rozpala ogień. Choina wybucha płomieniem, spędza kota z żelaznej płyty. Za oknem śnieżyca. Za tym jednym, otulonym szmatami oknem, żeby odblask nie wyleciał na zewnątrz — czai się noc, w którą niedługo pójdziemy. Mąż kobiety poszedł na zwiady. Pograniczniaków tu mało, ale od czasu do czasu przyjeżdżają sprawdzać różne ścieżki do Bugu. Szmuglerzy i tak przechodzą na tamtą stronę. Najlepiej granicą zieloną — po ziemi. Jak komu wola. Jeden lubi ziemię i krzaki, drugi wodę czy lód. Chłop długo nie wraca. Zapachniała przydymiona kasza. Kot przyświeca zielonymi oczami. W tej izbie musiało być zawsze tak ponuro i ciemno. Czym dla tych dwojga ludzi była Polska. Jaka przedtem, jaka dziś Przed wojną żyli z rybołówstwa, dziś z przemytnictwa. Na ścianach święte obrazy, pod sufitem pęki ziela — to lekarstwo i lekarz na wszelkie choroby. Bieda tu była i jest.
Kobieta stawia przed nami parującą miskę. Znów przenoszę się w świat słowiańskich przodków. Gliniana miska, drewniane łyżki. Kleista maź zalepia usta. Marian chce płacić. Kobieta macha ręką.
—Nie wezmę. Gość w dom, Bóg w dom.
Bóg wam zapłać. Nigdy wam tego nie zapomnę.
— Nie graj Napoleona — mówię szeptem. — Nie obiecuj, ze nie zapomnisz. To są głupie przechwałki wzruszonego nidmena.“(16)



katalog |moderowany blog |Katalog